Moja historia z rowerem jest bardzo krótka - po prostu go posiadałam :P. Używała go do tej pory moja siostra i nie ukrywam doprowadziła go do opłakanego stanu. Oto on...
Błagam, tylko nie wyśmiewajcie mojego ( na szczęście byłego już) siedzonka. W kwestii sportowej to była porażka mojego życia. Odpadająca gąbka przy wsiadaniu i zsiadaniu z roweru do tej pory wprawia mnie w zażenowanie.
W mojej małej miejscowości powstaje parę ścieżek rowerowych, które bądź co bądź motywują człowieka do działania. Co prawda nie są skończone, ale już otwarte - tymczasowo. Więcej o tym projekcie na pewno pojawi się, gdy ścieżki zostaną oddane i wykończone na tip top.
A oto mój nowy przyjaciel, który wymaga jeszcze kilku naprawek i piękne okolice ze ścieżki za moim osiedlem. Taki przypadek uważam za znak od losu, który jeszcze chwile a zrzuciłby mi rower na głowę, żebym się opamiętała i w końcu zażyła trochę ruchu.(hahaha)
Spędzenie czasu z siostrą, bliską koleżanką i ukochanym napełniły mnie co jak co, ale bardzo dużym optymizmem na nadchodzący miesiąc. Również i Wam życzę dużo optymizmu i uśmiechy na twarzy. :)
Postaram się zrobić tego typu wpis na temat mojej przyszłości dlatego obserwuj mój blog! Dziękuję i pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuńTeż kocham rower! W sumie taki sprzęt daje niezależność i więcej czasu wolnego:))).Świetny post!!!
OdpowiedzUsuńDołaczam do obserwujących i zapraszam do obserwacji mojego bloga:
http://alanja.blogspot.com/2014/08/aczka-i-dzins.html
Olu,
OdpowiedzUsuńWidzę, że mamy co najmniej dwie łączące nas rzeczy. Po pierwsze ja też jestem poczatkującą blogerką i wiem jak trudno jest się mobilizowawać i być wytrwałym, ale myślę, że damy radę, grunt, to się wspierać i nie zniechęcać:))). A druga rzecz, to ja też uwielbiam wyprawy rowerowe. Trzymam kciuki i do napisania.